JOGA
RÓŻNE
BLOG
29.12.2025
Po co nam joga? Część 3. Jeszcze Muladhara…
Przypominam, że umownie dla struktury tej serii posługuję się symboliką, a jeśli ktoś woli metaforyką, siedmiu najważniejszych czakr. Nie jako systemem dogmatycznym, tylko jako mapą do opisu doświadczenia. Nadal więc jesteśmy przy czakrze pierwszej, przy czakrze podstawy, przy muladharze.
Joga jest praktyką, dyscypliną i drogą, która angażuje ciało, umysł i ten trudny do nazwania, ale realny, duchowy aspekt naszego istnienia. Prowadzi do rozpoznania naszej prawdziwej natury. Do odpowiedzi na pytania: kim jestem, po co tu jestem, do czego jestem stworzona, gdzie jest moja ścieżka.
Bardzo długo w życiu funkcjonujemy na autopilocie. Zdeterminowani przez to, gdzie się urodziliśmy, w jakiej rodzinie, w jakim środowisku, w jakiej religii i kulturze, w jakiej historii i w jakich lękach. Joga wchodzi w to miejsce po to, żeby się zatrzymać. Usiąść na czterech literach. Uspokoić się. Zacząć obserwować własny umysł. I zacząć świadomie szukać odpowiedzi na pytania, których wcześniej nikt nam nie pomógł zadać.
Każdy z nas musi na te pytania odpowiedzieć sam. Dlatego joga nie jest dogmatyczna i nie mówi, że istnieje jedna objawiona prawda, do której wszyscy mamy dojść. Każdy z nas ma swoją własną prawdę i swoją własną jasność. Doświadczenie wglądu, klarowności, samadhi, o którym pisał Patańdźali, jest doświadczeniem osobistym, jednostkowym i niepowtarzalnym.
Ale zanim przyjdzie jasność, zanim zaczną się pojawiać subtelne, zniuansowane odpowiedzi, które rodzą się wtedy, gdy jesteśmy sami ze sobą na macie, gdy poruszamy ciało, oddychamy, czujemy i naprawdę siebie słuchamy, musi wydarzyć się coś absolutnie podstawowego
Musimy poczuć się bezpiecznie.
Najpierw bezpieczeństwo, potem jasność.
I właśnie to symbolizuje czakra podstawy. Muladhara odpowiada za poczucie bezpieczeństwa, stabilności, ugruntowania i zaufania do życia. Za fundamentalne poczucie, że mogę tu być, w tym ciele, w tym momencie, z tą historią, którą niosę.
Muladhara stawia bardzo proste, a jednocześnie bardzo trudne pytania. Czy dbam o swoje bezpieczeństwo. Czy potrafię być dla siebie bezpieczną osobą. Czy potrafię być dla siebie schronieniem, a nie kolejnym źródłem zagrożenia.
Kiedy się nad tym poważniej zastanowimy, często okazuje się, że wcale nie jesteśmy dla siebie tą bezpieczną, kochającą obecnością. Z wnętrza gadają do nas uwewnętrznione głosy, krytyczne, surowe, oceniające. Bardzo niewielu z nas dostało w dzieciństwie wystarczająco dobrą dawkę bezwarunkowej akceptacji i opieki, żeby potem bez wysiłku nosić ją w sobie.
Dlatego praktyka jogi na poziomie muladhary nie polega na wielkich iluminacjach. Polega na budowaniu relacji. Ciepłej, serdecznej, życzliwej relacji z własnym ciałem, w jakimkolwiek stanie ono jest. Na rozgrzewaniu go, poruszaniu, oddychaniu, pozwalaniu energii płynąć. Na ciszy. Na uspokojeniu. Na samoregulacji. Na ukojeniu.
Wracamy do tego regularnie. Dzień po dniu. Praktyka po praktyce. Budując w sobie wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. To jest baza. Fundament. Podstawa, na której dopiero można budować coś więcej.
Bo dopóki nie czujemy się bezpieczni, jesteśmy w lęku. A lęk zakrzywia widzenie rzeczywistości i pcha nas w rozmaite mechanizmy obronne. Ucieczkę, zaprzeczenie, nadkontrolę.
I nie chodzi o to, że raz na zawsze coś rozpoznamy i już zawsze będziemy spokojni, ugruntowani i „oświeceni”. Chodzi o to, że każdy dzień, każda praktyka, nawet wtedy, kiedy jesteśmy w życiowej kompletnej dupie, jest tym minimalnym wysiłkiem, który możemy sobie dać. Żeby siebie widzieć. Żeby być choć trochę bardziej świadomym. Żeby wracać do siebie.
Om Namah Shivaya.












