To dobry moment, żeby jasno powiedzieć jedną rzecz. Nie istnieje coś takiego jak seks tantryczny. To hasło, które pojawiło się w latach sześćdziesiątych XX wieku i dziś funkcjonuje głównie jako marketingowa etykieta. Dlatego wolę mówić o seksie jogicznym.
Tantry to obszerna grupa tekstów filozoficzno-religijnych. Jako teksty były zapisywane od około V wieku naszej ery, ale ich korzenie są znacznie starsze i sięgają wcześniejszych, także ustnych tradycji Indii. Ich podstawowa idea jest prosta i wymagająca jednocześnie: całe ludzkie doświadczenie może zostać przyjęte i przetworzone. W tym seksualne.
Joga realnie wpływa na seksualność, bo uczy obecności, uważności i bycia tu i teraz.
Z czasem zmienia się nasze postrzeganie ciała i samej seksualności. Mniej chodzi o efekt, a bardziej o drogę, kontakt i komunikację.
Jedną z podstawowych zasad jogi jest ahimsa, czyli niekrzywdzenie. Szanujemy energię ciała, swojego i drugiego człowieka. Nie używamy, nie nadużywamy i nie uprzedmiotawiamy. To jest fundament jogicznego podejścia do seksualności.
Ciąg dalszy nastąpi.
Om Namah Shivaya.












