Manipura to ogień. To tu rodzi się nasze „tak” i nasze „nie”. Tu wypala się odrębność i odpowiedzialność za własne życie. I z tego miejsca płynie bardzo ważna lekcja nie tylko dla jogi, ale dla wszystkich relacji z nauczycielami, guru, szefami czy partnerami.
Nigdy nie oddajemy całkowicie sterów w cudze ręce. Odpowiadamy za siebie. Szczególnie warto uważać na tych, którzy przedstawiają się jako oświeceni, wszystkowiedzący i bezbłędni. Życie nie jest stanem doskonałości, tylko procesem. Błądzenie jest częścią drogi. Udawanie nieomylności to nie duchowość, tylko narcyzm.
Manipura uczy mnie też, żeby umieć wyjść, kiedy sytuacja przestaje być dobra, i nieustannie wracać do własnych granic oraz zdrowego rozsądku.
Om Namah Shivaya.
U nas w Kerali jest pięknie.












