Kiedy opisujemy nasz stan psychiczny, bardzo często sięgamy po język serca. Mówimy: z ciężkim sercem, pęknięte serce, nie mam do tego serca, włożyłam w to całe serce. Wszyscy wiemy, o co chodzi.
Symbolicznie serce odpowiada za afekt, za sposób, w jaki przeżywamy i reagujemy.
W praktyce jogi to życzliwe nastawienie powinno jednak zaczynać się od siebie. Pytania Anahaty są proste i trudne zarazem: czy mam do siebie serce? Czy jestem dla siebie serdeczna? Czy wkładam serce w moje życie, w to, przy czym jestem? A do czego już nie mam serca i dlaczego?
Z mojego doświadczenia praktyki i nauczania jogi wynika jedno: mata musi być bezpieczną przestrzenią. Przychodzę na nią i przyjmuję siebie dokładnie taką, jaka jestem w tym momencie. Z mrokiem i światłem, z tym, co piękne i czego się wstydzę. Z uzależnieniami, porażkami, ciemnymi emocjami i chaosem. I jako taką siebie serdecznie akceptuję.
Ciąg dalszy nastąpi. Mehendi na dłoniach jako coś od serca dla siebie:). Jak to mówią w Indiach: piękno leczy. Także obolałe serca!












