Paulina Młynarska
Paulina Młynarska
Paulina Młynarska
Paulina Młynarska
Paulina Młynarska
Paulina Młynarska
Paulina Młynarska

AKTUALNOŚCI

JOGA

RÓŻNE

BLOG

28.12.2025

Po co nam joga? Część 2

Obiecane rozkminki o jodze dla tych, którzy chcą w niej zobaczyć coś więcej niż modną gimnastykę.
W poprzednim wpisie, do którego Was odsyłam, zaczęłam pisać o tym, po co nam joga, posługując się symboliką siedmiu czakr. Zostańmy jeszcze przy podstawie.

Muladhara to fundament. To wszystko, co związane z poczuciem bezpieczeństwa, przetrwaniem, zakorzenieniem w ciele i w rzeczywistości. To nasza relacja z ziemią, z materią, z ciałem takim, jakie jest, a nie takim, jakie chcielibyśmy mieć. To czakra „tu jestem” i „mam na czym stać”.

Kiedy mówimy o jodze nie tylko jako o zestawie ćwiczeń fizycznych, ale jako o systemie filozoficznym i praktyce duchowej, warto przypomnieć sobie jej klasyczną definicję. Autorstwo przypisywane jest Patańdźalemu twórcy Jogasutr. Choć dziś badacze skłaniają się ku temu, że mogło to być dzieło kilku autorów. Definicja brzmi krótko i dość prowokująco:


Joga jest ustaniem poruszeń umysłu.


Kiedy powiedziałam to ostatnio w rozmowie z Magdą Mołek w jej podcaście, Magda wybuchnęła śmiechem:
„Czyli co, głupiejemy?” ( Cała rozmowa jest na YT).

Oczywiście nie:). Ale pamiętam bardzo dobrze moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę definicję. Praktykowałam już wtedy jogę fizyczną od lat i zupełnie nie wiedziałam, jak to ugryźć. Jak to możliwe, żeby „ustały poruszenia umysłu”?

Dziś rozumiem. Joga nie polega na tym, żeby przestać myśleć. Myśli produkują się w głowie tak samo naturalnie, jak ślina w ustach. Chodzi o coś innego. O to, żeby zobaczyć ten nieustanny młynek, tę katarynkę w głowie, tę małpkę, która skacze od planu do planu, od zmartwienia do zmartwienia, od sprawy do załatwienia do kolejnej sprawy do załatwienia. Która jednocześnie produkuje lęk, napięcie, czarne scenariusze i poczucie zagrożenia.

W praktyce jogi uczymy się być świadkiem tego procesu. Uczymy się zauważać, że nasze myśli nie są nami. Że są uwarunkowane tysiącem czynników, że działają w nich krzywe lustra przeszłych doświadczeń, traum, schematów. I że istnieje w nas także inna instancja. Część spokojna, stabilna, nieruchoma. Część, która jest głęboko zakorzeniona w rzeczywistości. Która nie daje sobą miotać, straszyć i porywać.

I tu wracam do muladhary.

Może to zabrzmi zaskakująco, ale praktyką jogi jest uczciwe zadbanie o absolutne podstawy fizycznego przetrwania. O ciało, w którym żyjemy. O to, na co realnie mamy wpływ. O to, żeby to ciało było w możliwie jak najbardziej uregulowanym stanie.


Nie chodzi o dogadzanie sobie. Warto pamiętać, że jogę praktykują także ludzie w najstraszliwszych więzieniach świata, w obozach, w strefach wojny. Joga nie polega na luksusie. Polega na tym, że siadamy ze swoją świadomością i bierzemy odpowiedzialność za to, co JEST w naszej mocy.


Najprostsze rzeczy: jedzenie, temperatura, miejsce, w którym nie jesteśmy w permanentnym zagrożeniu. To brzmi banalnie, dopóki nie uświadomimy sobie, jak wiele osób żyje w warunkach, które ich system nerwowy nieustannie trzymają w trybie alarmowym. I nie mam tu na myśli wyłącznie stref konfliktów czy katastrof naturalnych. Wśród nas jest mnóstwo ludzi, którzy żyją w sytuacjach relacyjnych, zawodowych czy rodzinnych, które są równie wyniszczające.

W praktyce jogi próbujemy jak najuczciwiej usiąść z tym, co jest. Zobaczyć to. Poczuć. Nazwać. A jeśli nasze fizyczne możliwości są bardzo ograniczone, mimo to, choćby na krótką chwilę, znaleźć w sobie wewnętrzną przestrzeń ciszy, bezpieczeństwa i stabilności. Wewnętrzne zakorzenienie w sobie.

Bardzo precyzyjnie opisał to Viktor Frankl, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” , opisując doświadczenia ludzi, którzy przetrwali obozy zagłady. W pewnych sytuacjach wewnętrzny stan jest JEDYNĄ rzeczą, nad którą mamy jakąkolwiek władzę. Czasem to jedyna przestrzeń wolności. Jedyna odpowiedzialność, jaką możemy wziąć. To, czy zachowamy człowieczeństwo. Czy zachowamy elementarny spokój.

Z doświadczeń ludzi, którzy przeszli przez rzeczy skrajne, wiemy jedno: utrzymywanie choć minimalnego poczucia sensu, struktury i zakorzenienia było warunkiem przetrwania. I dokładnie o tym mówi muladhara.

O fundamentach. O byciu tu. O ciele. O ziemi pod stopami. O tym, że bez tego żadna „wysoka duchowość” nie ma sensu. Bo jeśli nie ma korzeni, wszystko się przewraca przy pierwszym podmuchu.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych zgodnie z Polityką prywatności. Jeśli nie wyrażasz zgody, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce. Więcej →

Zmiany w Polityce Prywatności


Zgodnie z wymogami prawnymi nałożonymi przez Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE, w niniejszym Serwisie obowiązuje nowa Polityka prywatności, w której znajdują się wszystkie informacje dotyczące zbierania, przetwarzania i ochrony danych osobowych użytkowników tego Serwisu.

Przypominamy ponadto, że dla prawidłowego działania serwisu używamy informacji zapisanych w plikach cookies. W ustawieniach przeglądarki internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies w niniejszym Serwisie, prosimy o zmianę ustawień w przeglądarce lub opuszczenie Serwisu.

Polityka prywatności